ul. Zamenhofa 1a 

33-300 Nowy Sącz

Tel.: 18-547-29-08 

Fax: 18-547-32-36

e-mail: itech@pwsz-ns.edu.pl

http://www.pwsz-ns.edu.pl/it

ul. Zamenhofa 1a 

33-300 Nowy Sącz

Tel.: 18-547-29-08 

Fax: 18-547-32-36

e-mail: itech@pwsz-ns.edu.pl

http://www.pwsz-ns.edu.pl/it

opinie (1)

  • prawda
    ocena

    Jeśli o mnie chodzi, to mam wiele do powiedzenia na temat studiów na tej uczelni. Miałem okazję je realizować w Instytucie Technicznym. Po dziś dzień głęboko żałuję czasu, który wiązał się jedynie z moim cierpieniem. Czuję się pokrzywdzony przez władze uczelni, paru wykładowców oraz kolegów z mojego roku. Studia rozpocząłem z motywacją, marzeniami, pragnieniami, ambicjami. Liczyłem na to, że zdobędę tutaj solidne wykształcenie, praktyczne umiejętności, które pozwolą mi na podjęcie zatrudnienia w dobrze płatnym zawodzie. Sądziłem, że studia techniczne na tej uczelni, mają wysoki poziom. Niestety, moje nadzieje okazały się być płonne. Przychodzi mi na myśl przysłowie "nadzieja jest matką głupich". Moje studia, rozpoczęły się od zajęć programistycznych u Pana dr XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Na pierwszych zajęciach, wykładowca pokazywał przykładowy program do obliczeń arytmetycznych zmiennopozycyjnych. Wtedy zakładałem, że ponieważ są to pierwsze zajęcia, to na następnych zacznie się kurs programowania na poziomie profesjonalnym. Na następnych zajęciach okazało się, że się przeliczyłem. Zamiast nauki programowania, było jedynie wyświetlanie na rzutniku co jakiś czas przykładowych programów, jednak nie były na tablicy podawane jakiekolwiek ćwiczenia, wykładowca nie ćwiczył z nami praktycznej nauki programowania. Z biegiem czasu moim kolegom z roku - np. XXX (nazwiska usunięte przez admnistratora) oraz reszcie, nie chciało się nic robić na zajęciach jeśli chodzi o naukę programowania. Wykładowca nie ćwiczył z nami programowania, nie uczył go, więc ludzie zaczęli na zajęciach przeglądać YouTube'a, Facebooka, grać w Counter Strike'a i zajmować się bzdetami. Ich nastawienie do przedmiotu wynikało z zasadniczego faktu, że na zajęciach kompletnie nic nie było robione przez wykładowcę. W sensie braku nauki programowania. Zamiast tego, na praktycznie każdych zajęciach były prowadzone przez niego dysputy ze studentami z mojego roku "o tamach na Rożnowcu", "o tym, że w firmach zajmujących się projektowaniem samochodów informatycy zarabiają najwięcej", "o pracach dyplomowych". Zamiast uczyć nas programowania, cały semestr poszedł się paść na rozmowy o tematach mało ważnych, zamiast na naukę programowania. Podczas egzaminu ustnego, który miał miejsce po egzaminie pisemnym, wykładowca bezczelnie powiedział mi, że "Pan w ogóle nie wpisywał moich programów na komputerze". Zrobił mi łaskę że dał ocenę 4 "bo innym dał taką". A sam nie był w porządku. Zamiast uczyć marnował czas na dyskusjach o tamach na Rożnowcu. Programowanie jest taką umiejętnością, której ciężko nauczyć się bez fachowej pomocy wykładowcy, ćwiczeniowca lub tutora. Dlatego w wielu miastach organizowane są kursy programowania, realizowane przez wykwalifikowanych dydaktyków. Jeśli chodzi o pozostałe przedmioty z I semestru moich studiów, to wyglądało to tak: Wstęp do logiki i teorii mnogości: wykładowca XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), wprawdzie miły i życzliwy studentom, podczas ćwiczeń brał do tablicy i starał się wytłumaczyć przekazywane treści, ale w praktyce zaniżał próg zdawalności przy egzaminie, czego dowodem są jego słowa które sam mi przekazał "Jak będzie za trudno studentom, to się obniży poziom". Co tydzień były kolokwia, na które student w tygodniu miał mało czasu by się przygotować, z powodu fatalnego sposobu zorganizowania harmonogramu zajęć. W praktyce były 2 dni na przygotowanie się do materiału, a ten nie był łatwy - np. "łańcuchy". Architektura systemów komputerowych: atmosfera na zajęciach była pełna napięcia i strachu, który musiałem odczuwać. XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), tłumaczył materiał tak szybko, że nie byłem w stanie pojąć i zrozumieć treści programowych. Były związane z tablicami Karnaugh, metodą Quine-McCluskeya. Dopiero z pomocą znajomego, ledwo udało mi się to zrozumieć. Potrafił podczas zajęć z tyłu siedzącego studenta stanąć po dłuższym milczeniu powiedzieć Co to ma być. Zachowywał się niejednokrotnie grubiańsko, szorstko. Na zajęcia bałem się przychodzić. Elektrotechnika i elektronika: materiał był na poziomie gimnazjum. Obliczenia podobne robiłem właśnie w gimnazjum, wiedzy przekazywanej było malutko, tyle co kot napłakał. Nie dość że wielokrotnie poprawnie rozwiązywałem zadanie przy tablicy, to za rozwiązywanie zadań na koniec przedmiotu dostałem ocenę 3. Było to w całości bezzasadne i nieadekwatne do mojej pracy. Kto to był? XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Wykładowca. A ćwiczeniowiec? XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Podczas zajęć trzeba było samemu sobie radzić z konfiguracją urządzeń elektrotechnicznych, mierników, oscyloskopów, mimo że nie było ich obsługi wytłumaczonych na wykładzie. Analiza matematyczna: prowadzący XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Wykłady ciężkie, teorie akademickie nieproporcjonalne do poziomu uczelni, profilu. Kolokwia prowadzone przez XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), nawet jak ktoś świetnie umiał i rozumiał materiał, to w najlepszym razie miał 3 z kolokwium. Zadania na kolokwiach trudne, których nie było na zajęciach. Potem bezczelnie uśmiechał się i mówił "nie było na ćwiczeniach, ale to Państwo we własnym zakresie muszą się tego nauczyć." Lektorat j angielskiego. XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), kompletnie nie zainteresowana tym co przekazuje. Często się spóźniała, faworyzowała studentów, w tym XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Wobec mnie niejednokrotnie brak szacunku, w postaci olewania. Tak w duuuużym skrócie wyglądał I semestr I roku na moich studiach. Natomiast wszystko zaczęło się powoli chylić w złą stronę od początku II semestru I roku. Od zajęć programistycznych - a u kogo? Józefa Zielińskiego. Na jednym z pierwszych zajęć z przedmiotu Języki i paradygmaty programowania zaczęło się obgadywanie władz uczelni - mianowicie dr XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) żalił się że ten mu na rożny sposób dokuczał, poprzez zwracanie uwagi, że "wykładowca powinien przekazywać kompetencje społeczne". XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) żalił się że jego książki Podstawy programowania w języku C++ nie wydano na PWSZcie bo błędy zawierała. Opowiadał historię o studencie ze studiów magisterskich, który każde jego potknięcie, uwagę, która mu nie pasowała, przekazywał do dr XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). W jednej z nich, student ten na wycieczce zadał jakieś pytanie wykładowcy, na które XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) odpowiedział. Potem na XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) poszła skarga. Przez prawie cały II semestr I roku XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) obgadywał władze uczelni, podważał autorytet uczelni, przez co stopniowo ja zraziłem się do tej uczelni. Ktoś może się zapytać - w jaki sposób? Ano taki. Przez mówienie na któryś zajęciach z kolei "Państwo będziecie pracować jako informatycy po hurtowniach", "Państwo nadajecie się do pracy przy Zarządzaniu Odpadami jako informatycy". Po każdych zajęciach wracałem przybity, zdołowany, tym co musiałem wysłuchiwać. Zasiane przez XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) wątpliwości spowodowały, że sprawdzałem opinie o studiach na PWSZ Nowy Sącz, porównywać rankingi Perspektyw. Moim rodzicom od razu po zajęciach przekazywałem te informacje. O tym co XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) mówił. Mój ojciec był oburzony jego postępowaniem. Stwierdził że gdyby Rektor uczelni o tym by się dowiedział, to podziękowałby za pracę Panu XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Ponadto powiedział że "na uczelniach krakowskich ktoś w kilka tygodni jest w stanie nauczyć programowania w danym języku, a tu ktoś ma całe dwa semestry i nie jest w stanie nauczyć nawet podstaw.". Efektem gadania głupot przez XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) było moje ciągłe zdołowanie, zrozpaczenie, utrata motywacji do studiowania. Czułem się pokrzywdzony tym co mnie spotkało, w jaki sposób te studia są realizowane. Przez XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) rozpoczęły się moje kłótnie z rodzicami na temat PWSZ, studiów, poziomu kształcenia. Rodzice po pierwszym semestrze zaproponowali mi że powinienem sobie dać spokój ze studiami tutaj i przenieść się na inną uczelnię. Nie posłuchałem rodziców. Jaki głupi byłem! Na II semestrze z pozostałymi przedmiotami było tak: "Grafika inżynierska"-prowadzący przedmiot był kompetentny, życzliwy, zaangażowany. To jeden z niewielu przedmiotów, prowadzonych porządnie na tej uczelni. XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) nauczy nas AutoCAD. Lektorat- identycznie jak w I semestrze. MATEMATYKA dyskretna- prowadzący XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Zadania trudne były, dawane co tydzień na pocztę mail starosty roku XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Zajęcia wykładowe były tuż po ćwiczeniach. Co tydzień były zadania, na których rozwiązanie brakowało czasu. Gdy rozwiązało się na tablicy zadania, to on zadawał takie pytania odnośnie zadań, że nagle ktoś kto umiał nie był w stanie udzielić odpowiedzi. Mętlik w głowie niezły. Na kolokwiach zadania były banalne w porównianiu do tych na ćwiczeniach. Egzamin na bardzo niskim poziomie. XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) sztucznie zawyżał ocenę na koniec przedmiotu. Na zajęciach brylował XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), za każdym razem wywyższał się i pokazywał swoją lepszość. Fizyka - na wykładach XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) tak szybk0o leciał ze slajdami, że brakowało czasu na przepisanie treści z nich. Na ćwiczeniach XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) wymyślała różne wymysły, dodatkowe wymagania co do laborek. Masakra. Na ostatnim wykładzie z serii "Języków i paradygmatów programowania" XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) pokazał wydruk ze swojego konta e-mail, w którym widniał adres mailowy i imię i nazwisko XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Była to jego prywatna korespondencja, której XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) nie miał prawa pokazywać osobom postronnym. Naruszył prawdo do tajemnicy korespondencji XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Na zajęciach tych byli: XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) jak i ja. Montsko zrobił nawet fotografię wydruku z konta mailowego. Przedmiot u XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) skończył się u mnie oceną 5.0. Z powodu przynoszonych przeze mnie sprawozdań z ćwiczeń, które zawierały programy przeze mnie i ojca napisanych, ze screenshotami, czego nikt inny na zajęciach nie robił. Jednak to właśnie środek II semestru I roku był zaczątkiem całego pasma cierpień które wkrótce zaczęły się rozgrywać. Na zajęciach z matematyki dyskretnej XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) bez żadnego powodu zaczął się wywyższać, uważać za lepszego, pyszyć się. Na Facebooku roku wypisywał "ja jako informatyk", "w pracy będziecie kompilować jądro Linuksa", wypowiadał się jakby normalnie pracował ileś lat po firmach informatycznych. Mój ojciec który ma 25 lat doświadczenia zawodowego, i który pracował w Urzędzie Miasta jako informatyk i wykonywał tam instalacje sieci informatycznej, był oburzony wywodami kolegi z mojego roku. Stwierdził że chyba zaraz on na grupie Facebooka roku wypowie się na ten temat, bo ma dość jego gadania głupot. Natomiast na zajęciach, to ja musiałem znosić jego wywyższanie, arogancję, lepszość. Po pierwszym roku, miałem dość tu studiowania. Z powodu własnego niezdecydowania się, pozostałem jeszcze jakiś czas na tych studiach. W końcu pod koniec 2015, zaczęła się rozgrywać moja tragedia. Niespodziewanie na skrzynkę roku ispwsz14@gmail.com, ktoś wysłał kilka maili o charakterze żartobliwym, krytykującym w sposób sarkastyczny zachowanie kolegów z roku, komentując ich wypowiedzi "o tym, że komputer do gier potrzebuje minimum 16 GB ramu", ich niewłaściwe podejście do studiowania, dokuczanie innym, rozmawianie na wykładach. Ponieważ byłem na uboczu grupy, to znaczy utrzymywałem kontakty z kilkoma osobami z roku, od razu mnie o to zaczęto podejrzewać. Bez żadnego dowodu, pod moim adresem, zaczęły spływać pogróżki od XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), oraz jedna anonimowa o treści "Zaprzestań swoich działań, jeśli nie podejmiemy drastyczniejsze działania.". Przez zrzucone na mnie podejrzenia, koledzy z roku odsunęli się ode mnie, zaczęli mnie dyskryminować. Byłem pokrzywdzony ich zachowaniem, także XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), który nie dośćże się wywyższał od roku czasu to po tych wydarzeniach z października/listopada 2015 zaczął mnie traktować bez szacunku, podnosić głos, gdy zapytałem się jego uprzejmie Damian czy wiesz może kiedy będzie egzamin Cisco. Miałem dość tej atmosfery, fałszywych oskarżeń pod moim adresem, dyskryminacji. Punktem kulminacyjnym był 18 stycznia 2016 roku. Wtedy miałem odbywać konsultację u XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Gdy chciałem wejść na swoje konto na Netacadzie, okazało się że nie pamiętałem hasła. musiałem wejść na swoją skrzynkę email na gmailu . Nie zorientowałem się że jestem na inne j skrzynce, bo rozmawiałem podczas odpalania strony gmaila z XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Zauważyłem dużo wiadomości na skrzynce i skasowałem jej myśląc ze to moja skrzynka. Nie zwróciłem uwagi ze przypadkowo otworzyłem niewylogowaną skrzynkę kolegi z roku. Nie mogłem naprawić błędu, wiec obawiając się ze nikt mnie nie zrozumie, wróciłem do domu. Następnego dnia, przed sala gdzie miałem mieć zajęcia, napotkałem na agresywnego kolegę z roku XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Ten uniemożliwił mi wytłumaczenie sytuacji, ze doszło do pomyłki. Zaczął się agresywnie pochylać nade mną i musiałem odejść. Od tego czasu całkiem koledzy z roku zaczęli mnie dyskryminować, odsunęli się ode mnie, rozpoczął się mobbing. Nękany byłem przez obraźliwe karykatury na grupie Facebooku mojej osoby, z napisem "Studiuje kombinuje trochę się opie*****m", wychylanie głów za rogów sal i szykanowie. Utrudnianie współpracy grupowej, przez co nie mogłem zaliczyć 6 przedmiotów. Zostałem także obrażony przez XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) od "pi**". W tym momencie postanowiłem zgłosić sprawę do \Rektoratu. Zorganizowano spotkanie na którym przedstawiłem sytuację, popierając ja wydrukami z konta na Facebook, dowodami, faktami. XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) nie rozumiała sytuacji, atakowała mnie personalnie, podważała moje argumenty. Mimo tego spotkanie zakończyło się porozumieniem. Przynajmniej tak się wydawało. Tydzień, dwa po rozmowie w poniedziałek, zauważyłem pod klatką mojego bloku, w którym mieszkam, nieznana mi osobiście osobę. Naciskała na przycisk skojarzony z moim mieszkaniem. Okazało się że był to pracownik socjalny. Wyjaśniła, że poszło pismo do Prokuratury od uczelni, ze bezpodstawnym oskarżeniem pod moim adresem. Poczułem się zaniepokojony. Od razu po rozmowie udałem się do Rektoratu, gdzie zażądałem wyjaśnień. Tam, XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) zaczęła się usprawiedliwiać "troską o moje dobro". Później , po powrocie z rektoratu w domu dowiedziałem się że kolega taty który w Prokuraturze pracuje, przekazał mu pod Ratuszem nowosądeckim podczas spotkania z nim informację, że coś w mojej sprawie się toczy. Następnego dnia, udaliśmy się z ojcem do Rektoratu, wyjaśnić tą sytuację. Tam, żeby mieć świadków, XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), poprosiła do swojego gabinetu Radcę Prawnego, Sekretarkę i tam wszyscy swój czyn usprawiedliwiali. Wychodząc z Rektoratu poczułem się pokrzywdzony. Przez kilka miesięcy bałem się cokolwiek robić z tą sprawą. W końcu przełamałem się i zacząłem na własną rękę wymierzać sprawiedliwość. Najpierw udałem się do Prokurator XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) i wyraziłem swoje stanowisko z tej sprawie. Potem rozmawiałem po raz ostatni na ten temat z XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) gdzie widząc jej brak zrozumienia i bezczelność ' Kończę tę rozmowę tak mi powiedziała. Wróciłem do domu popłakany, widząc zatwardziałość władz uczelni. Do Rektora wysyłałem pisałem wiele pism w tej sprawie. Po kilku miesiącach na niektóre odpowiedział. Ale przez ten okres miał to gdzieś. W końcu na początku grudnia rozmawiałem z XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Za pierwszym razem była życzliwa, czułem się rozumiany. Potem pod koniec grudnia 2016 wysłałem maila do XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), że nie życzę sobie aby moje imię widniało w jakimkolwiek zawiadomieniu do Prokuratury. Nie raczyła odpowiedzieć. W końcu zacząłem pisać skargi do Rektora w sprawie pisma do Prokuraty. Pan Rektor "zasłaniając się brakiem odnalezionych przesłanek", nie wszczął postępowania dyscyplinarnego. Rektor XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) nie ukarał XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) oraz innych osób. Widząc brak zainteresowania moją sytuacją, zatwardziałość i obojętność wwładz uczelni udałem się na rozmowę docelowo z XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) dyrektorem IE PWSZ, gdzie XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) pracuje. Zamiast niego była dostępna XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), wiec z nią rozmawiałem. W przeciwieństwie do mojej rozmowy z początku grudnia, XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) zachowywałaś ie już inaczej. Była zniecierpliwiona, nieprzyjazna wobec mnie, widać było ze jest o coś na mnie zła. Podczas rozmowy, podobnie jak podczas rozmów z XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), spotkałem się z obojętnościa, lekceważeniem mojej sprawy. Oburzyłem się i zrozpaczony bezsilnością wobec obojętności uczelni, w złościć wypowiedziałem parę slow których nie powinienem był mówić. Następnego dnia 2 marca 2017 roku, udałem się na rozmowę z XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), ponieważ ww dniu wcześniejszym było to niemożliwe Nie było go. Pytalem sie w Instytucie Ekonomicznym, w jego Sekretariacie, kiedy będzie on dostępny. Uzyskałem odpowiedz ze za kilka dni, gdy wyszedłem, bylem uporczywie nakłaniany przez XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) do rozmowy w jej gabinecie. Niechętnie tam się udałem. Rozmawiałem z nią spokojnie, kulturalnie, nie grożąc jej a mimo to w pewnym momencie podczas rozmowy weszła Policja, wezwana całkowicie bezpodstawnie. Zostałem jak pies wyprowadzony i upokorzmy na oczach studentów IE. Teraz mam sprawę karną przez tą XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). A o co? O TO, że sprzeciwiłem się wysłaniu do Prokuratury szkalującego mnie zawiadomienia, w którym przedstawiono w poniżający sposób. Wybuchłem, bo nie wytrzymałem obojętności władz uczelni na czyn XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Ponadto swoje trzy grosze wtrącił Kanclerz uczelni Zbigniew Gorgosz, który bez żadnego dowodu oskarżył mnie przed Sądem o "złośliwe niepokojenie". Podstawił sobie parę osób za świadków, które nie dośćże nie widziały mnie jakbym jakieś kartki wieszał, to jeszcze okazało się że informacje które w swoich zeznaniach przedstawili jako przez nich doświadczone, okazały się być zasłyszanymi od osób trzecich niepotwierdzonymi pomówieniami. Skłamali we własnych zeznaniach. Co było materiałem dowodowym XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora)? Kilka kartek bez podpisu, o piśmie komputerowym, nie wskazujące w żaden sposób na mnie. Na podstawie zbiegów okoliczności, wyciągał wnioski przed Sądem i mnie przed nim pomawiał. Podczas rozprawy okazało się że ich oskarżenia bazują na domysłach, krzywdzących moją osobę. Na rozprawie okazało się też że XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora) nie jest na wet pokrzywdzonym. Moje racje potwierdziła XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), która przed cały okres w czasie którego miałem rzekomo działać, była na terenie obu Instytutów, i nie wiedziała mi tam. A miała non stop zajęcia. Podaję nazwiska i imiona osób:XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora). Tak właśnie wyglądają studia na tej uczelni. Wystarczy że ktoś zbuntuje się przeciwko praktykom władz uczelni i ma sprawę w Sądzie. Ich metody to: wybielanie się, zasłanianie "troską o dobro studenta", donoszenie do Prokuratury, podstawianie osób postronnych jako świadków, Piszę to wszystko, bo zależy mi na tym, by każdy poznał prawdę jak tutaj studia wyglądają. Ja z nich nic nie wyciągnąłem, mimo iż że się uczyłem, starałem zależało mi. Szkoda mi czasu który tutaj zmarnowałem, a który mogłem spożytkować na studiach na uczelniach krakowskich. Powinienem był posłuchać swoich rodziców i po pierwszym roku się stąd przenieść. Nie stało się tak, bo łudziłem się że na następnych semestrach będzie lepiej. Mnie na tej uczelni spotkało bardzo wiele upokorzenia, krzywdy. Na tej uczelni dokonał się mój upadek jako człowieka z powodu licznych przykrości które musiałem znosić. Gdy czytam w Internecie, że PWSZ w Nowym Sączu jest taki super, że ma wysoki poziom kształcenia, to krew we mnie się gotuje. Ich mydlenie oczu nijak ma się z rzeczywistością. Pragnę zauważyć, że uczelnie renomowane, nie muszą się reklamować po gazetach, internetach, telewizjach. Wszyscy wiedzą, że np. UJ, Politechnika, AGH są bardzo dobrymi uczelniami, a bycie ich absolwentem to powód do dumy na rynku pracy, za granicą, w Polsce. Nikt nie ma cienia wątpliwości że jest tam bardzo wysoki poziom kształcenia. Także drodzy przyszli kandydaci na studia na PWSZ, naprawdę, dajcie sobie siana z marnowaniem swojego życia na studiowanie tutaj. Z mojego doświadczenia, gwarantuję wam, że nie zostaniecie po PWSZ-ecie specjalistami, poszukiwanymi na rynku pracy, a o dobrych zarobkach możecie sobie pomarzyć. Moje słowa może potwierdzić Pan XXX (nazwisko usunięte przez admnistratora), student Politechniki Krakowskiej. Człowiek, który na temat studiów informatycznych ma wiele do powiedzenia, osoba, która jest specjalistą, fachowcem w dziedzinie inżynierii oprogramowania. Osobiście uważam, że bardziej powinna dla was liczyć się opinia byłego studenta niż kryształowa wizja tej uczelni, kreowana przez Pi ar władz PWSZ-tu. Ja po tej uczelni mam zmarnowane 3 lata studiów, sprawy po sądach, rozwalone zdrowie i brak zawodu oraz kwalifikacji. DZIĘKUJĘ za to: XXX (nazwiska zostały usunięte przez admnistratora) oraz reszcie osób, które tytułują się "dr inż, dr, mgr inż". PS: Szkoda, że jak osoby wyżej wymienione rączki składają w Kościele, to nie przyjdzie im do głowy zastanowić się, jakimi katolikami są.

Bardzo słaby Bardzo słaby
Słaby Słaby
Neutralny Neutralny
Dobry Dobry
Bardzo dobry Bardzo dobry